Dlaczego modlitwa czasem „nie działa”?

Marta

 • 17.10.2026

Pan Bóg zawsze nas wysłuchuje, choć nie zawsze spełnia wszelkie nasze oczekiwania. Dlaczego może nam się wydawać, że modlitwa czasem „nie działa”?

Dla osób, które chcą pogłębić relację z Bogiem.

Droga Siostro, Drogi Bracie. Każdy z nas modli się przez całe swoje życie, często kilka razy dziennie zanosimy i kierujemy słowa swojej modlitwy do Pana Boga. Nie zawsze jesteśmy w kościele na Mszy świętej, nie zawsze są to słowa modlitwy z Kanonu modlitw katolickich, często modlimy się i rozmawiamy z Panem własnymi słowami w ciszy i spokoju duszy. Zdarza się, że w naszym życiu nie mamy, mówiąc po ludzku, łatwo- spotykają nas różne przeszkody, problemy, czy kłopoty. Niektóre trwają krótko i szczęśliwie szybko znajdują zakończenie, inne natomiast nie opuszczają nas przez dłuższy czas. Mogą to być problemy związane z zatrudnieniem, zdrowiem, brakiem dialogu i zrozumienia w rodzinie i wiele innych. To właśnie w takich sytuacjach częściej zwracamy się do Pana z prośbą o pomoc, może nawet ratunek, na pewno o zabranie takiego czy innego krzyża cierpień, o przyniesienie wybawienia z trudnej sytuacji. Zaczynamy się częściej modlić, częściej brać udział we Mszy świętej, w rekolekcjach, zaczynamy szukać kontaktu z osobami duchownymi, czytamy Pismo Święte. Jest to jak najbardziej naturalne zachowanie. Przecież Jak trwoga, to do Boga: tak mówili już nasi przodkowie i mieli rację.

Pan Jezus po swoim Zmartwychwstaniu ukazał się swoim uczniom w Wieczerniku; nie było wtedy z nimi Tomasza, zwanego Didimos. Ci, którzy go ujrzeli, uwierzyli, a następnie przekazali radosną wiadomość Tomaszowi. Ten jednak powiedział: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” [J 20, 25]. Jakże to ludzkie, każdy z nas wątpi, mamy do tego prawo, wtedy jednak właśnie to on, Tomasz wziął wszystkie nasze ludzkie wątpliwości na siebie. Po ośmiu dniach Pan mu się ukazał. Wtedy Tomasz uwierzył, a Pan powiedział „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Dokładnie tak samo jest z naszą codzienną modlitwą. Analizując tą przypowieść spotykamy potem Chrystusa osobiście, otrzymujemy dar Ducha Świętego i misję głoszenia dobrej nowiny. Nieobecność Tomasza jest pożyteczna dla nas, bo dzięki temu lepiej rozumiemy, czym jest wiara i modlitwa. My już nie widzimy fizycznie Jezusa, ale możemy uwierzyć dzięki świadectwu tych, co byli przed nami i przekazali nam tę radosną wieść. Przecież jeżeli nie zobaczę, nie dotknę, nie uwierzę. Tomasz, który chciał umrzeć z Jezusem przed wskrzeszeniem Łazarza nie wierzy, dopóki nie zobaczy i nie dotknie. Jest ‘bliźniakiem’ tej części nas samych, która nie wierzy w miłość przezwyciężającą śmierć. Jest otwarty jednak, aby ‘dać się przekonać’ przez fakty. Jest uczciwy intelektualnie. Proszę o łaskę spotkania ‘mojego Pana i mojego Boga’. Dziękuję za wszystkich tych, którzy mi przekazywali wiarę w żyjącego Pana. Własnymi słowami poprzez modlitwę wyznam, jak Tomasz, wiarę w obecność Boga.

Wielokrotnie, szczególnie w tych trudnych sytuacjach, gdy po ludzku bardzo potrzebujemy wsparcia i ratunku od Pana może nam się wydawać, że nasze modlitwy nie działają, nie przynoszą pożądanych i oczekiwanych przez nas rezultatów. Jak to możliwe? Przecież Pan Jezus powiedział „Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie i nie przeszkadzajcie im, bo do takich należy królestwo Boże”. Powiedział również Pan swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze trzeba się modlić i nie ustawać [Łk 18, 1].

Dlaczego jednak nie zawsze Pan odpowiada na moje prośby? Fakty są takie, że ja wiem tylko o tym, co już było i co jest teraz, Bóg zaś wie o tym, co będzie. Znając więc skutki tego, o co proszę, czy może dać mi coś, co przyniesie uszczerbek mojemu życiu wiecznemu? On naprawdę wie, jakie konsekwencje wiążą się z wysłuchaniem mojej modlitwy. Ja mogę tylko prognozować i choćby moja prośba była najbardziej godziwa, to tak naprawdę nie wiem, czy to, o co się tak mocno modlę, przyniesie mi dobro, jakiego się spodziewam. Często to, co wydaje mi się najpotrzebniejsze, może wyglądać zupełnie inaczej w Bożych oczach. Malutkie dziecko płacze gdy rodzice zabierają mu żyletkę, bo wydaje mu się, że traci wspaniałą zabawkę, ale rodzic właśnie z miłości mu ją zabiera, bo wie, czym ta zabawa się skończy. Podobnie jest ze mną, jestem wobec Boga jak takie małe dziecko, mam bardzo ograniczone spojrzenie na moje życie i konsekwencje moich czynów. Stąd wysłuchanie niektórych próśb przez Boga byłoby zaprzeczeniem Jego miłości do mnie. Warto sobie przypominać i pamiętać, że Bóg chce mnie doprowadzić do szczęścia wiecznego i to jest Jego głównym celem. Ja zaś często skupiam swoje siły jedynie na osiągnięciu szczęścia doczesnego. Wiele razy intencją Pana jest wysłuchanie mojej modlitwy, ale jeszcze nie teraz. Wiele jest takich modlitw i próśb, które są dobre, piękne i które są wolą Bożą dla mnie, ale jeszcze nie jestem gotowy na otrzymanie tego daru, o który proszę. Żaden rodzic nie da kluczyków od samochodu dziecku, jeśli ono jeszcze nie potrafi nim jeździć. Weźmy dla przykładu dziewczynę, która modli się o dobrego męża. Wie, że jest powołana do małżeństwa, ma ogromne pragnienie macierzyństwa, ale „księcia z bajki”, jak nie było, tak nie ma. Co więcej, modli się już kolejny miesiąc, nawet rok, a tutaj zamiast lepiej, to jest jeszcze gorzej. Życie zaczyna się sypać, pojawiają się problemy w pracy czy na uczelni, kłótnie z bliskimi, trudności zaczynają wyrastać jedna po drugiej. W takich momentach zawsze przychodzą mocne pokusy odnośnie wiary, zawsze pojawiają się wątpliwości, tym silniejsze im dłużej się modlę i widzę brak efektów tej modlitwy. Jednak najgorsze co można w danym momencie zrobić, to przestać się modlić i zacząć obwiniać Boga o brak troski. Trzeba tutaj zrozumieć logikę Bożego działania. Im wyższa budowla ma być postawiona, tym głębszy fundament musi być wykopany i postawiony. Najpierw więc trzeba kopać w dół, zanim zacznę budować w górę. Podobnie tutaj, owocem tych wytrwałych modlitw może być otrzymywanie czegoś proporcjonalnie odwrotnego. Dlaczego? Bo Bóg doskonale wie, że duża budowla bez mocnego fundamentu po prostu runie. Dziewczyna prosi o męża, ale Bóg widzi, jak wiele rzeczy trzeba ponaprawiać w niej samej, aby „książę z bajki” nie uciekł od niej po tygodniu i aby ten związek był źródłem dobra, a nie tragedii. Co więcej, ona prosi o męża, ale nasz Pan doskonale widzi, że to nie mąż ma być dla niej źródłem szczęścia, ale zdrowa rodzina. Tylko, że w rodzinie konieczna jest umiejętność rezygnacji z własnych planów, ogromna cierpliwość, zdolność mądrego działania wtedy gdy emocje są rozchwiane i wiele wiele innych. Tych cech nie ma się wrodzonych, to trzeba wyrobić. Jeśli ona ich nie wypracuje, będzie mocno raniła przyszłą rodzinę, którą teraz tak bardzo chce pokochać.

Co więc możemy zrobić? Jak się zachowywać? Pierwszym krokiem Boga, gdy chce człowieka do siebie przybliżyć jest właśnie oczyszczenie na wzór oczyszczenia świątyni. Przychodzi, burzy moją bezpieczną strefę komfortu, wywraca stoły i mówi „nie rób z domu Ojca mego (czyli swego serca) targowiska”. O co chodzi z tym targowiskiem w moim sercu? O to, że jak mam problem to idę do Boga, zmawiam Mszę świętą, idę po „usługę rozwiązania problemu”. Traktuję Boga jak sprzedawcę, czyli: potrzebuję coś to biorę pieniądze, idę do sklepu, daję pieniądze, biorę rzecz, wracam do domu i żyję jak dawniej. Bóg to nie kupiec, którego walutą jest modlitwa. Zrozumieć tu trzeba kluczową sprawę. Bóg dopuszcza problem, aby mnie do Siebie przybliżyć, a ja często chcę „kupić” od Niego usługę zabrania problemu, aby wrócić do życia bez Boga. Teraz powinno stać się dla mnie jasne, dlaczego tak wiele próśb nie jest wysłuchanych. W psalmie 91 jest zapisane piękne zdanie wypowiedziane przez Boga: „Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie, osłonię go, bo poznał moje imię”. Wybawienie jest tutaj obiecane tym, którzy przylgnęli do Boga, poznali Jego imię czyli weszli w relację przyjaźni z Nim. W świetle tych słów, to właśnie powinno być moją pierwszą intencją, jeśli chcę, aby wszystkie inne były wysłuchane. Nigdy nie ustawajmy w modlitwie.

Kasia

Zatwierdził: Asystent kościelny ks. prof. Jacek Hadryś

Nie znalazłeś odpowiedzi na swoje pytanie?

Chcesz zadać pytanie o wierze, o naszym projekcie lub dołączyć do nas i dzielić się z innymi swoją wiarą?

Podejmij działanie – napisz do nas!