Czy mogę być wierzący bez Kościoła?

Łukasz

 • 02.06.2026

Jestem w takim wieku, że bardzo dobrze pamiętam czasy komunizmu w naszej ojczyźnie. Pamiętam również, że w tamtym ciężkim i trudnym
dla obywateli czasie najważniejsze co trzymało nas razem i budowało naszą siłę oraz wzmacniało nas było gorliwe praktykowanie wiary chrześcijańskiej oraz udział w nielegalnych koncertach z pieśniami wolnościowymi albo nielegalnych manifestacjach.
W moim domu rodzinnym codziennie wieczorem i rano była wspólna modlitwa. Jeżeli była taka możliwość, to brali w niej udział moi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie i ja. Rano modliliśmy się słowami Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, jeśli było to jakieś święto Maryjne to również słowami Pod Twoją Obronę. Wieczorem modliliśmy się dodatkowo słowami litanii do Serca Pana Jezusa, a w maju słowami litanii Loretańskiej do Matki Bożej. Zawsze przed modlitwą i po jej zakończeniu absolutnym obowiązkiem, a z drugiej strony czymś zupełnie naturalnym było uczynienie znaku krzyża świętego oraz trzymanie złożonych rąk podczas całej modlitwy. Robili tak wszyscy, bez względu na wiek i stan zdrowia, wszyscy modliliśmy się na klęcząco. Oczywiście, rano trzeba było wcześniej wstać, a wieczorem szliśmy później spać. Wielkim świętem w moim domu była kolęda, kiedy to przychodził do nas w odwiedziny razem z Panem Jezusem ksiądz proboszcz. Bardzo długo trwały wtedy rozmowy starszych przy wspólnym stole z herbatą i ciastem, bo to przecież było święto. Ja mogłam się tylko przysłuchiwać tym rozmowom ze względu na swój wiek, ale zawsze robiłam to z wypiekami na twarzy. Jestem przekonana, że takich rodzin jak moja w tamtych dawnych czasach było dużo więcej, inaczej nasz naród by zginął. Oczywiście, nie można było o takich praktykach głośno opowiadać, bo groziło to represjami ze strony władzy, ale pamiętam, że od tego i że to stanowi i jest do dzisiaj fundamentem mojej wiary. Gdy byłam uczennicą w szkole podstawowej nie było w niej zajęć z religii, takiego przedmiotu nie przewidywały władze komunistyczne. Część z nas, to znaczy ja i moi rówieśnicy po lekcjach chodziliśmy dwa razy w tygodniu na tzw. salki, gdzie katechezy z religii prowadziły z nami i dla nas siostry zakonne. To one zadbały o nasze przygotowanie do I Komunii świętej od strony wymagań kościelnych, to one zadbały o to byśmy byli odpowiednio przygotowani do sakramentu I Spowiedzi świętej i wielu innych przeżyć religijnych jakże ważnych dla młodych ludzi rozpoczynających swoją przygodę z wiarą.

Po jakimś czasie dla naszego kraju przyszły tzw. lepsze czasy, skończył się komunizm, zaczęła się wolna Polska, każdy cieszył się i radował wolnością. Niestety, razem z nią z krajów zachodnich przyszły do nas również zło, demoralizacja oraz ateizm. Coraz bardziej popularne
i modne stały się wszelkie spotkania towarzyskie, wszelkie wyjazdy krótsze i dłuższe, najważniejsze by były one jak najbardziej swobodne, bez zobowiązań i z tzw. wolną i pustą głową. Każdy chciał tej wolności spróbować, przecież na nią tak długo czekaliśmy. Niestety, bardzo wiele osób z tych które spróbowały stwierdziły, że właśnie na taką wolność czekały. Bez żadnych większych ideałów, bez żadnych tradycji, bez szacunku dla siebie i innych, poświęcając swój czas po prostu oraz często tylko przyjemnościom doczesnym, przyjęciom, imprezom, życiu bez Boga. Po jakimś czasie okazało się, że głowa za bardzo bolała by wstać na Mszę świętą w niedzielę, ale przecież to nie problem; Pójdę w przyszłym tygodniu, dzisiaj pośpię trochę dłużej. O czymś takim jak codzienna modlitwa te osoby już nawet nie wiedziały. W ich środowisku,
w otoczeniu swoich znajomych śmiały się i niestety nadal często tak się dzieje z tych, którzy tak robią mówiąc, że to całkowita strata czasu i zupełne średniowiecze. Później swoje ,,pięć groszy’’ dorzuciły media, które zaczęły wprost promować ateizm w naszym kraju. Bardzo szybko zapomniano o fundamentach i fundamencie wiary chrześcijańskiej, który pozwolił nam i naszej ojczyźnie przetrwać jeden z najtrudniejszych okresów w jej historii. Dzisiaj mówi się, że przecież wszystko się nam należy. Nie zgadzam się z tym. Powiem, że wiele nam się należy, ale na wszystko trzeba sobie zasłużyć pokorą, skromnością, wiernością, wytrwałością, pobożną modlitwą i wiarą u Pana Boga. Mamy przecież Przykazania Kościelne, które odnoszą się bezpośrednio do życia moralnego, a ono jest związane z życiem liturgicznym i to z niego właśnie czerpie swoją moc. Obowiązujący charakter tych praw pozytywnych ogłoszonych przez władzę pasterską ma na celu zagwarantowanie wiernym niezbędnego minimum ducha modlitwy i wysiłku moralnego we wzrastaniu miłości Boga i bliźniego. Pierwsze przykazanie; W niedzielę i święta we Mszy świętej nabożnie uczestniczyć; domaga się od nas – wiernych udziału w celebracji Eucharystii, na której gromadzi się wspólnota chrześcijańska, w dniu upamiętniającym Zmartwychwstanie Pańskie. Czwarte przykazanie; Ustanowione przez Kościół dni święte święcić; uzupełnia obowiązek Mszy niedzielnej przez udział w głównych uroczystościach liturgicznych, upamiętniających misteria naszego Pana, Najświętszej Maryi Panny i świętych. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że „Orędzie zbawienia powinno być potwierdzane świadectwem życia chrześcijan w celu ukazania ludziom mocy jego prawdy i oddziaływania. ,Sam przykład chrześcijańskiego życia i dobre uczynki spełniane w duchu nadprzyrodzonym mają już siłę pociągania ludzi do wiary i do Boga.’.”

Chcę na koniec powiedzieć kierując swoje słowa do swoich koleżanek z pracy, które z dumą mówią, że są wierzące, ale niepraktykujące, bo tu już by było za dużo, że wiara, którą mamy w sobie, którą pielęgnujemy, którą żyjemy nie jest dla księdza proboszcza, dla ludzi – na pokaz, ale tylko i wyłącznie dla Pana Boga i dla mojej, naszej relacji z nim. Ostatnio, jedna z koleżanek z pracy powiedziała, że ona księdza na kolędzie nie przyjmuje, bo nie wpuszcza obcych mężczyzn do domu i nie będzie im dawać pieniędzy. Inne przytaknęły: Bardzo dobrze. U mnie w domu zawsze pamięta się, że na kolędę przychodzi ksiądz, który przynosi ze sobą Pana Jezusa i to Pan Jezus jest na kolędzie najważniejszy. Tak jak kiedyś znajdujemy czas i rozmawiamy przy kawie, herbacie, cieście, dzisiaj już mogę brać udział w tych rozmowach, obecnie przysłuchuje się mój syn.

Kilka lat temu przeczytałam rozmowę z wyznawcą islamu, który powiedział słowa, których nie zapomnę nigdy. On od dłuższego czasu mieszka w Polsce, wie i rozumie, że nasz kraj jest chrześcijański, pamięta, że mieliśmy polskiego Papieża. Powiedział jednak, że był zszokowany, gdy zobaczył jak mało ludzi przychodzi na niedzielną Mszę świętą. Mówił, że to przecież nasz obowiązek i powód do dumy, oni codziennie odprawiają godzinną modlitwę na kolanach z twarzą skierowaną w stronę Mekki i czekają na nią z utęsknieniem. Dodał, że jeśli dla chrześcijanina w Polsce problemem i kłopotem jest pójście na godzinę raz w tygodniu i wzięcie udziału we Mszy świętej to musi to być bardzo słaba wiara. Zróbmy wszystko, by to zmienić, możemy zacząć już dzisiaj od wspólnej wieczornej modlitwy z naszymi dziećmi. Wiara bez Kościoła nie przetrwa.

Kasia


Zatwierdził: Asystent kościelny ks. prof. Jacek Hadryś

Nie znalazłeś odpowiedzi na swoje pytanie?

Chcesz zadać pytanie o wierze, o naszym projekcie lub dołączyć do nas i dzielić się z innymi swoją wiarą?

Podejmij działanie – napisz do nas!